Musiałam przyznać, że ten chłopak mnie zaintrygował. Miał talent i własny styl co było ważne w tym zawodzie. Ponadto dobrze wiedziałam, że miał rację mówiąc o wolności. Była warta każdej ceny. Jednak nadal uważałam, że facet się marnuje grając w takich klubach jak "Genesis", a jeśli jego koledzy z zespołu byli równie dobrzy jak on to wszyscy zasługiwali na to by występować na wielkiej scenie, a nie anonimowo w jakiejś zatęchłej dziurze. Powinni się wypromować, co byłoby trudne bez wsparcia kogoś z branży, a tym kimś mogłam być ja. Wahałam się trochę ze względu na odpowiedzialność i kawał roboty jaką będę musiała odwalić jeśli zdecyduje się im pomagać. Jednak kiedy zauważyłam, że chłopak chce odejść i jest lekko urażony podjęłam decyzję.
- Poczekaj... mam dla ciebie propozycję... - powiedziałam z niepewnym uśmiechem
Facet odwrócił się niechętnie.
- A niby jaką?
- Promocji twojego zespołu - powiedziałam spokojnie, a widząc jego lekko ogłupiałą minę dodałam - Potrzebujecie kogoś kto wprowadzi was do branży, zarekomenduje wytwórniom, załatwi parę koncertów itd.
- I ty miałabyś to zrobić? - zapytał kpiąco
- Owszem - przyznałam, wstając - Ale nie zamierzam robić tego na siłę. Jeśli zdecydujesz się skorzystać z mojej oferty to zabierz kolegów i przyjdźcie do Red Rocks Amhitheatre - mówiąc to podałam facetowi zaproszenie na mój piątkowy koncert po czym odwróciłam się i wyszłam z klubu na uliczkę gdzie już czekał na mnie Rick by zawieźć mnie do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz